By dobrze wykonywać swoją pracę niezbędne jest nakreślenie celu – zarówno tego krótko-, jak i długofalowego. Celem większości osób prowadzących blog lub stronę internetową jest wywindowanie witryny na jak najwyższe pozycje w wynikach wyszukiwania Google. Sama wyszukiwarka podpowiada: chcesz być wysoko, twórz content wysokiej jakości. Proste, prawda?

Scharakteryzowanie contentu wysokiej jakości przypomina próbę opisania niemożliwego – każdemu podoba się coś innego, zresztą znane skądinąd powiedzenie ‘co jest dla każdego jest do niczego’ również się sprawdza.

Jednym ze skuteczniejszych sposobów na podbicie słupków oglądalności jest tworzenie artykułów z potencjałem wirusowym. Czym są popularne ‘wirale’? Najczęściej przybierają one formę krótkich materiałów wideo – ich odtworzenie nie wymaga od odbiorcy większego wysiłku, łatwo je przesłać i udostępnić. Ale wiralem może być też ciekawie zmontowana galeria, tekst poradnikowy czy też zbiór innych materiałów wideo – słowem wszystko to, co oryginalnie skompilowane i opisane pozwoli ściągnąć ruch na Twoją witrynę.

Sami, jako Copyriders, wykorzystujemy ten mechanizm podczas współpracy z naszymi klientami – tworząc nowego bloga, nie ma szybszego sposobu na pokazanie Google’owi, że tę stronę warto pokazywać wysoko. Pytaniem pozostaje: co w takim razie będzie miał z tego klient?

Przykładem niech będzie jeden z ostatnich artykułów, jakie przyszło nam stworzyć: dotyczył on najciekawszych faktów na temat jednej z kultowych gier wideo. W tydzień czasu wpis obejrzało 22 000 internautów, z czego ponad 6,5% przeszło do starszych artykułów. Dzięki jednorazowemu działaniu klient zarobił na reklamach wyświetlanych na blogu oraz zapoznał ze swoją ofertą około 1400 osób – nieźle, jak na jeden artykuł.

DSJ

Należy też pamiętać, że Internet to środowisko niezwykle dynamiczne. Pozycje zmieniają się na bieżąco, stąd pozyskiwanie linków wysokiej jakości jest obowiązkiem. Dzięki posiadaniu bazy często aktualizowanych blogów, które przez roboty Google uznawane są za silne witryny, ten problem sam się rozwiązuje. Należy przy tym pamiętać, by treści bez linków stanowiły około 75% zawartości strony, aby nie dać robotom pretekstu do działań zaradczych.

Drugą z najważniejszych korzyści jest kontakt konsumenta z marką. Pamiętajmy, że relatywnie niewielki procent artykułów z potencjałem wirusowym przebija się w największych serwisach agregujących treści – dlatego też musimy dać internautom powód, by częściej zaglądali na naszą witrynę. Pomogą w tym wpisy ogólnotematyczne, poruszające aktualne tematy, zahaczając również o asortyment naszego klienta. Dzięki temu budujemy tak ważną w dzisiejszych czasach więź między bytem metafizycznym, którym jest marka, a człowiekiem, czyli konsumentem i potencjalnym klientem. Na szczegółowe opisywanie tej relacji nie czas tutaj i miejsce, niemniej wiedzieć o niej trzeba.

Reasumując, za pomocą jednorazowego działania możemy dać nowej witrynie przysłowiowego kopa, który jest tak istotny na początku działalności strony (a także później). Dzięki temu zapoznajemy internautów z blogiem, jego treścią, a zatem i asortymentem klienta. A przy okazji budujemy silną witrynę, która w przyszłości może się okazać czynnikiem decydującym podczas kryzysu widoczności w Google.